Festiwal odbędzie się w drugim tygodniu sierpnia i potrawa dwa dni.
Jego organizatorami są Grzegorz Barć, współzałożyciel zespołu Żmije,
oraz Jacek Skórka, prowadzący zajazd Pod Caryńską. - Pomysł imprezy
pojawił się ponad rok temu, w trakcie długich rozmów prowadzonych przy
grzanym winie i pieczonym baranie - mówi Grzegorz Barć.
Festiwal ma być promocją Bieszczadów, zespołów muzycznych, muzyków oraz
twórców ludowych związanych z tym regionem. - Swoje pięć minut będą
mieli także rzeźbiarze, wikliniarze, malarze oraz ci wszyscy, którzy
starają się tworzyć coś pozytywnego, niekoniecznie patrząc na swój zysk
- dodaje Barć.
Muzykom nie można odmówić rozmachu i konsekwencji w organizacji
spotkania. - Bieszczady mają to coś w sobie, co przyciąga, kusi, każe
tam powracać. Chcemy to wykorzystać. Myślę, że jest to miejsce warte
poznania. Miejsce wspaniałej przyrody, bolesnej historii i wielkich,
niestety niewykorzystanych możliwości - mówi Grzegorz.
Forma sierpniowego spotkania ze względu na czas, jaki pozostał do
oficjalnego rozpoczęcia, jest jeszcze dość płynna. Niewykluczone, że
może ulec zmianie. Z pewnością na bieszczadzkiej scenie nie zabraknie
muzyki w klimatach szeroko pojętego folku. - Z tej prostej przyczyny,
że nie ma obecnie specyficznej muzyki, której się słucha w Bieszczadach
i która kojarzona jest z tym miejscem. Muzykę Bieszczadów tworzą
ludzie, którzy tam przebywają lub przyjeżdżają na jakiś czas, a
przecież każdy z nas jest inny - żartuje Grzegorz.
Organizatorzy nie chcą jednak zdradzać szczegółów imprezy i nazwisk
artystów, których zobaczymy latem na bieszczadzkiej scenie. - Mogę
tylko powiedzieć, że nie będą to może wielkie gwiazdy, ale osoby
naprawdę duchem związane z Bieszczadami - zapewnia Grzegorz Barć.